RSS
 

Jak poznać, że twój pies jest chory?

07 lut

Uwaga, tekst z przymrużeniem oka :)

DSC08256

Nasza grupa badawcza :)

Na podstawie wieloletnich i wnikliwych obserwacji, każdy odpowiedzialny właściciel psa (lub suki) jest w stanie zaobserwować zmiany zachowań swojego psa i wstępnie rozpoznać ew. problemy zdrowotne.

Na podstawie wieloletniej obserwacji, mogę wyróżnić 4 stadia chorobowe u psów. Mojemu badaniu poddałam, wyselekcjonowaną grupę badawczą w postaci psa (a dokładnie suki) z grupy terierów, rasy Parson Russell Terrier, maści biało-brązowej i szorstkiej sierści. Analiza stadium rozwoju choroby trwała przez 7 lat i doprowadziła do znaczących dla rozwoju nauki wniosków.

W trakcie badań udało się wyodrębnić 4 fazy choroby u psa.

Faza 1 – ociągane wyjście z domu

Jeśli pies, normalnie w podskokach biegnie korytarzem do windy bo wie, że właśnie idzie na spacer i nagle z dnia na dzień, człapie noga za nogą, to wiedz, że coś jest nie tak. Powody są różne, np. właśnie wydobyła zachomikowany w szafie worek karmy i zeżarła jego zawartość, wiedz że powłóczenie nogami to objaw ciężkości w żołądku i chęci zalegnięcia na twojej kanapie, a nie ciągnięcia brzuchem po zimnej ziemi.

Kolejnym powodem mogą być intensywne wędrówki po górach, tudzież szaleństwa na plaży. Jeśli pies normalnie całymi dnia śpi, a potem pojedzie na wakacje i już śpi znacznie mniej, a za to biega znacznie więcej, to zapewne po prostu ma zakwasy i nie ma ochoty towarzyszyć ci w kolejnych ekstremalnych wyprawach.

Jednak nie wciągnął worka karmy i nie biegał z Tobą w maratonie, a niechętnie idzie na spacer kolejny raz – nie panikuj, ale idź do weterynarza w ciągu najbliższych dni.

Faza 2 – olewam miskę z żarciem

Do celów badawczych wybrana została grupa, która je w domu (i poza domem) wszystko i chętnie. Jeśli więc któregoś dnia, twój pies spojrzał na pełną miskę i odwrócił wzrok, sprawdź czy oby na pewno w misce jest karma, a nie np. twoja sałata, bo próbujesz wcisnąć się z bikini na tydzień przed wakacjami na Helu.

Jeśli za oknem żar leje się z nieba, nie martw się. W upale też mniej jesz, nie tylko pies wtedy ma mniejszy apetyt. Ponieważ w grupie badawczej były same suki nie opisujemy wpływu cieczki okolicznych suk, na apetyt samca. Jeśli jednak, pies (znaczy suka) nie je drugi dzień, a do tego stała się osowiała i przechodzi fazę 1 – idź do weterynarza. Może tylko to zgaga lub bolące gardło, ale sprawdzić trzeba.

Faza 3 – suszarka

Grupa badawcza, jak pies Pawłowa, na dźwięk włączanej suszarki do włosów natychmiast znajdowała w najbardziej zakurzonym i zaciemnionym miejscu w mieszkaniu zabawkę, która nadaje się do kopania i poodrzucania. Najczęściej w postaci piłeczki, ale bywają i wybebeszone wcześniej z miłości pluszaki. Jeśli w tej fazie pomimo ociągania się z wyjściem na zewnątrz czy udawaniem, że miska z żarciem może nie istnieć, suka przynosi piłkę po nogi i głośno domaga się w tym momencie pełnej, niepodzielnej uwagi, to znaczy, że jeszcze nie musimy rzucać wszystkiego i lecieć do weterynarza, ale możemy poczekać na wizytę bez odpłatności za pracę w godzinach nocnych. Jeśli jednak suszarka drze się na cały regulator, a pies leży na kapanie i na to gdzieś – idź szybko do weterynarza.

Faza 4 – odkurzacz

Ta faza „choroby” została zaklasyfikowana do najcięższego kalibru i jej objawy muszą być natychmiastowo skonsultowane z lekarzem weterynarii, nawet jeśli wymagać to będzie nocnego wyjazdu do całodobowo działającego pogotowia weterynaryjnego znacznie oddalonego od naszego miejsca zamieszkania.

Niereprezentatywna wspomniana wyżej grupa badawcza, na odkurzacz reaguje zawsze w jeden określony sposób. Sam widok wyciąganego z szafy z szafy niezwykle głośnego urządzenia do sprzątania podłogi powoduje wzmożone działania w postaci szczekania i próby urwania kółek. Wraz z włączeniem dźwięku, atak ze strony  psa nasila się współproporcjonalnie do hałasu odkurzacza. Co ciekawe, im głośniejszy odkurzacz, tym wyższe i częstsze decybele u psa, znaczy suki. W wakacje zjawisko takie skutkuje dla grupy badawczej unieruchomieniem na balkonie.

Balkon

Balkonowa „kara”

Jeśli jednak, wyciąganie, włączanie i do tego przemieszczanie się odkurzaczowego potwora nie robi żadnego na osobniku poddanym 7-letniej naukowej obserwacji, to znaczy, że wizyta weterynaryjna jest absolutnie niezbędna, chyba że zdarzył się behawioralny cud. Ten jednak na wszelki wypadek też lepiej sprawdzić.

Jak można się domyślać, obserwacji została poddana moja 7-letnia Zmiana vel Szanta. Suka rasy Parson Russell Terrier i na szczęście w naszym przypadku faza 3 i 4 nie miała zastosowania. Z okazji wspólnych 7 lat życzę jej samego zdrowia i dalszego wku…nia mnie podczas odkurzania mieszkania.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Zdrowie

 

Szukamy domków dla szczeniaków z Przystanku Cisna

20 sty

Parsonka Zmiana od jakiegoś czasu nieustannie zachwyca się wypoczynkiem w Bieszczadach. Ostatni pobyt zrobił na niej ogromne wrażenie i praktycznie każdego dnia pyta się mnie, kiedy pojedziemy tam znowu. Nie ma jej się co dziwić, bo Przystanek Cisna w miejscowości Cisna to wyjątkowo urokliwe miejsce. Właściwie każdy kto tam przyjeżdża, chciałby od razu zostać dwa razy dłużej. Gospodarze są tak wspaniali, że od momentu powitania wszyscy goście czują się jak jedna wielka rodzina. Dlatego tez tej nowej swojej rodzinie Zmiana bardzo chciałaby pomóc.

1_m

Miejsce jest bardzo przyjazne zwierzętom, można przyjechać z psem, kotem, chomikiem, kanarkiem… Sami gospodarze mają też małe stadko swoich futrzastych domowników: dwie sunie i całą gromadę kotów. Zwierzęta są kochane, zadbane, wygłaskane, wypielęgnowane i jak na odpowiedzialnych właścicieli przystało – wysterylizowane. Niestety jedna z suczek, pomimo sterylizacji zaszła w ciążę, a jej maleństwa szukają teraz ciepłych i kochających domków. Dwa chłopczyki i dziewczynka mają teraz nieco ponad 4 tygodnie.

Ogłaszamy więc wszem i wobec do wszystkich zainteresowanych przygarnięciem zdrowych, zadbanych i kochanych szczeniaczków z najbardziej magicznego miejsca w Bieszczadach. Mama – Gaja, to bardzo fajna i mądra suka, najpowszechniejszej na świecie rasy wielorasowej. Mama i maluchy na co dzień obcują z kotami więc nauczone są harmonijnej koegzystencji.

2_m

Zainteresowanych maluszkami prosimy o kontakt z Kasią z Przystanku Cisna: kasiazcisna@gmail.com lub telefon 696 038 595.      A strona do tego wspaniałego miejsca tutaj: www.przystanekcisna.pl

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne

 

Szukamy kurteczki na duże śniegi

16 sty
DSC_0217_m

Odpoczynek przed zimowymi wędrówkami…

 

Tak, tak, Parsonka Zmiana w ostatnim czasie ciągle pisze o Bieszczadach. Cóż jednak począć, jak wakacje właśnie w tym regionie naszego pięknego kraju najbardziej przypadły jej do gustu. W tym jednak wpisie postanowiła popytać o radę.

Jak wiadomo Zmiana nie jest już taka młoda jakby na to wskazywała jej uroda. Mimo, że na spacerach ciągle zwracają na nią uwagę, jako to fajny szczeniaczek jest. To tak się składa, że ta młoda dama na dniach skończy całe 7 latek. I mimo, że zmiany temperatur na minusowe jej nadal nie straszne, to jednak nadszedł czas aby pomyśleć nad dodatkowym okryciem podczas mrozów.

Zmiana jak wiadomo, na co dzień spędza czas w domowych pieleszach, a podczas wakacji to nawet w pościelach. Nie sprzyja to wytworzeniu naturalnej dobrej okrywy sierściowej, która pozwoli jej przetrzymać długie spacery na mrozach i to jeszcze w śniegach po pachy. Spacery takie jednak bardzo lubi i niechętnie się ogranicza do krótkich wyjść po udeptanych ścieżkach. Stąd pytanie o porady dotyczące psich ubranek.

Bowiem zimowe spacery wyglądają tak:

Wymagania są duże. Przed każdym spacerem łapki smarowane są dedykowanym tłustym smarowidłem, co najmniej do łokci i kolan. Tak samo cały brzuszek. Jednakże – wedle jej ostatnich doświadczeń – to właśnie w brzuszek jej się robi najszybciej zimno. Oglądała kilka „kurteczek”, ale wszystkie ochraniają głownie plecy, które w dużo mniejszym stopniu są narażone na wyziębienie niż brzuch, aż do pachwin. Co jest więc godne polecenia? Jaki kombinezon, kurteczka czy inne rozwiązanie ochroni brzuszek przed zimnem?

Zmiana jest otwarta na wszelkie ciekawe propozycje.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Sport, Wakacje, Zdrowie

 

Zimowe wycieczki po Bieszczadach

04 sty
DSC_0268

W Bieszczadach śniegi po pachy :)

We wrześniu Parsonka Zmiana eksplorowała Bieszczady przy iście letniej pogodzie, spacery były długie i dostarczały mnóstwa wrażeń. Tym razem Zmiana wybrała się do tej uroczej krainy i spędzić aktywnie pierwszy tydzień Nowego Roku. Pogoda dopisała iście zimowa. Już na 70 km przed Cisną drogi stały się ośnieżone, a gałęzie drzew dodatkowo oblodzone. Prędkość spadła do przepisowego 50km/h niezależnie czy był to teren zabudowany czy nie.

Magiczne miejsce przywitało ją równie zaśnieżonym gankiem, soplami lodu zwisającymi z dachu i gorąca atmosferą. Pierwszy spacer zaplanowany został bardzo ambitnie. Początek w Roztokach Górnych, następnie wejście na Ruskie Sedlo (801 m. n.p.m) i dalej na Okrąglik (1101m. n.p.m). Pogoda jak żyleta, piękne słońce, błyszczące płatki śniegu na drzewach i wspaniały widok na masyw Hyrlatej za plecami.

DSC_0225

Ruskie Sedlo 801m n.p.m W tle częściowy widok na Rypi Wierch 1003m n.p.m

Do Przełęczy nad Roztokami szło się całkiem zgrabnie. Mimo świeżego śniegu widać było, że przed nami maszerowało kilka osób. Zmiana szła pewnie przed siebie, liczyła co chwila czy idzie ten sam komplet załogi, który wyruszył z pensjonatu i czy da radę podczepić się pod czyjeś narty. Ochoczo wskakiwała w zaspy niezależnie czy omyłkowo rzucony został jej tam kijek czy dla samej frajdy.

Schody zaczęły się od Ruskiego Sedła, ścieżka nie była już dalej przetarta i zaczynało się brodzenie po kolana (nasze) i po głowę (Szanty) w śniegu. Dziewczyna twardo dawała radę i w sumie przeszła już połowę trasy z przełęczy na Okrąglik, ostatecznie musiała się jednak poddać. Dwie godziny wędrówki w śniegu pokonało moją odważną Parsonkę Zmianę i ostatecznie zawróciła planując na następny dzień  trasę bardziej dostosowaną do jej możliwości.

DSC_0234

Trasa na Okrąglik 1101m n.p.m

W ten oto sposób drugi dzień upłynął nam na wycieczce do cerkwi w Łopience. Były ambitne plany pójścia dalej do studenckiej bazy namiotowej, ale znowu śniegi po pachy i nieprzetarte szlaki, zmusiły Parsonkę Zmianę do powrotu. Zadania nie ułatwiał silny wiatr i duże opady śniegu, ale szybszy powrót zrekompensował jej smaczny posiłek i mocny sen pod ciepłym kocykiem.

Mimo krótszych spacerów niż miało to miejsce w lecie, Szanta jest zimą zachwycona, uwielbia szczególnie poranki, kiedy może przecierać szlaki na świeżo nasypanym śniegu. Fajne jest to, nawet zimą w Bieszczadach są miejsca w które można pochodzić z psem. Kolejne szlaki postaramy się odkryć wkrótce. Planowanie odbywa się bowiem każdego ranka i uzależnione jest od warunków pogodowych stwierdzonych za oknem podczas wyśmienitego śniadania.

DSC_0267

Cerkiew w Łopience i trasa do studenckiej bazy namiotowej „Łopienka”. Jak widać „dziewicza” :)

Dodam tylko, że Szancie przypadł zaszczyt znalezienia się w wycieczce której przewodnikiem był Wojciech Szatkowski, autor przewodnika skiturowego po Tatrach Polskich i Słowackich, historyk narciarstwa, który na co dzień pracuje w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem. Wieczorem urządza nam też piękne prezentacje i pogawędki.

Powiem tak, jest nam czego zazdrościć :) A aktywnym psiarzom polecamy Bieszczady także zimą.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Wakacje, Zabawa

 

Gdzie jeść i gdzie spać z psem w Bieszczadach

11 paź
DSC_0174_widok

Widok z tarasu śniadaniowego – Siedlisko Brzeziniak

Epopeja o wakacjach w Bieszczadach z psem, w końcu doczekała się zakończenia. Nie o wszystkich wycieczkach udało nam się napisać, bo po prostu za dużo tego było. Kto nie wierzy, że w Bieszczadach jest gdzie pochodzić z psem, ten musi tutaj osobiście przyjechać. Parsonce Zmianie nie starczyło czasu na wszystkie górskie i mniej górskie atrakcje, i dlatego planuje już wyjazd zimowy. Warto więc zrobić przegląd miejsc do spania i do jedzenia…

Szanta już w jednym z poprzednich wpisów poleciła miejsce dla niekonfliktowych psów i wyjątkowo skromnej zawartości portfela – Chatę Socjologa. Dla nas był to tylko przystanek na szlaku, ponieważ Parsonka Zmiana woli jednak spać w piernatach. Jak na rasowego terriera przystało, myśli że jest największym i oczywiście najodważniejszym psem na świecie. Wymogi ma więc trochę inne i z wiekiem do wygody pewnej się przyzwyczaiła. Musi być więc samodzielny pokój, z czystą i raczej nową łazienką, ciepło, jak pogoda na zewnątrz nie dopisuje, miejsce gdzie może pies sobie swobodnie pohasać i oczywiście rano gotowe śniadanko. Zmiana kocha ludzi, ale bardziej woli obcować z przyrodą, w ciszy i z dala od głównych dróg.

Trzeba przyznać, że Siedlisko Brzeziniak, w którym tym razem przyszło jej nocować, spełniło większość jej kryteriów. Było blisko do atrakcji: zaraz przy szlaku na „Okrąglik” oraz stacji kolejki Bieszczadzkiej, ale najbardziej zachwycił nas widok z tarasu na połoniny i Smerek. Pogoda tak nam dopisała, że widokiem tym mogła się Zmiana raczyć każdego poranka na śniadaniu i wieczorem, ganiając z dziećmi za piłką. Duża przestrzeń do biegania za zabawkami, jest także ogromnym atutem tego miejsca. Nie wspominając o rozrywkach w postaci sprowadzanych z pastwiska koni, które nie raczyły zwrócić najmniejszej uwagi na próby zaganiające mojej Zmiany (nie wiem czemu mojemu psu przyszło do głowy próba zamiany z psa myśliwskiego na psa pasterskiego).

DSC_0108_Oberza

W Oberży Pod Kudłatym Aniołem … było mniam ale gdzie więcej???

Bieszczady są przez psiarzy mocno niedocenianie (może to i dobrze dla nas J ), ale wbrew pozorom bardzo przyjazne. Zdziwiło nas jak wiele miejsc przyjmuje z psami, a niebywałą zaletą większości pensjonatów jest duża przestrzeń. Pozwala to na swobodny odpoczynek, jeśli w danym momencie chcemy sobie pobyć sami na łonie natury.

Bardzo pozytywnie w Bieszczadach zaskoczyły nas restauracje. Praktycznie codziennie stołując się w innej, zazwyczaj Szanta spotykała się z ciepłym przyjęciem (myśli, że to zasługa jej niebywałego osobistego uroku). Polecamy, szczególnie z uwagi na genialne jedzenie, karczmę „Paweł Nie Całkiem Święty” (są też pokoje, ale ze zwierzętami nie wolno), dodatkowo miska z wodą czekała na czworonogów przy wejściu. Jedyna niedogodność – płatność wyłącznie gotówką.

Tak samo pozytywnie zarówno pod względem jedzenia, jak i „przyjazności” wyróżnia się „Oberża pod Kudłatym Aniołem”, do tego regionalne akcenty w potrawach i duże porcje za normalna cenę. Miejsca do którego chętnie wrócę.

DSC_0097_Chata_W

Trochę ciasno w Chacie Wędrowca

Bardzo dobrze wypromowana „Chata Wędrowca” także wita gości z piskami miską z wodą, ale nie polecam jej w szczycie sezonu. W środku, kiedy pełno ludzi pomiędzy stołami jest ciasno, więc wyboru stolików nie ma i kilka osób nadepnęło na ogon leżącej na podłodze Parsonce Zmianie. Nie było to miłe doświadczenie, dlatego psiarzom raczej odradzam. Niestety, ale i jedzenie za oferowaną cenę także nie rzuciło mnie na kolana, przyznaję się jednak bez bicia, że z uwagi na alergię na nabiał nie zdecydowałam się na naleśniki GIGANT.

Ponieważ miało być o miejscach przyjaznych psom, a nie ich walorach smakowych, to mogę powiedzieć, że w Bieszczadach nie spotkałam się w żadnym z miejsc z niechęcią wobec psa. Jak już się znajdzie nocleg, który spełni nasze oczekiwania to jest tam zarówno gdzie pójść, aby nacieszyć oko i serce, jak i żołądek. Polecamy psiarzom Bieszczady!!! 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Hodowla, Psy, Różne, Wakacje

 

Bieszczady – jeśli nie góry, to co?

08 wrz
DSC_0150_drezyna

Jedziesz człowieku czy nie, chyba nie sądzisz, że ja będę pedałować te 6km pod górkę…

Parsonka Zmiana była i może potwierdzić, że w Bieszczadach jest co robić z psem nawet jeśli nie jest się fanem łażenia po górach, ale lubi po prostu być aktywnym. No bo przecież nie jedzie się w Bieszczady po to, aby siedzieć w pensjonacie, chociaż jak ma się taki piękny widok z tarasu śniadaniowego jak Szanta, to faktycznie czasem chciałoby się spędzić dzień popijając wolno kawę i delektując panoramą w piękny dzień.

Niemniej, o tym w jakim pięknym miejscu przyszło Zmianie spędzić pierwszy tydzień września napisze następnym razem, przy okazji recenzując lokalne jadłodajnie mniej i bardziej przyjazne psom. Teraz o tym gdzie warto pójść z psem, jeśli chcemy odpocząć na chwilę od wspinaczki po górach. Chociaż jak tak sobie myślę, to w zasadzie w Bieszczadach to wszędzie musimy się trochę powspinać, kwestia jest tylko tego jak strome są przewyższenia.

Przed zaplanowaniem sobie wycieczek warto zaopatrzyć się w najnowszą mapę turystyczną, na której znajdziemy nie tylko szlaki górskie, ale także ścieżki edukacyjne, zaznaczone ciekawe miejsca pamięci, zabytki lub ich ruiny, punkty widokowe czy zapomniane i nieistniejące wsie. I właśnie do takich wsi udała się Parsonka Zmiana pewnego dnia. Trudno tam szukać tłumów turystów, docierają tam tylko pasjonaci zapomnianych miejsc, którzy nie boją się przecierać zarośniętych szlaków.

DSC08292_m_Krywe

Szanta postanowiła przejść się po dworski parku, ale że nie znalazła go wśród chaszczy, to stanęła na mapie

Zapomniane Wsie

Wsie Krywe i Trywolne bo o nich mowa, to uroczo położone nieistniejące już wsie tuż nad Sanem. Pies może sobie spokojnie wszędzie spacerować bez smyczy (w pobliżu jest raptem jedno gospodarstwo oddalone od szlaku), a właściciele psów swobodnie spacerować z głową w chmurach. Mimo, że późnym latem wszystko jest tam zarośnięte i trudno dostrzec pozostałości po dworze czy tartaku parowym (oba spalone przez oddział UPA w 1945 roku), to zachowały się mury cerkwi, zlokalizowane na wyjątkowo malowniczym wzgórzu. Dla tych widoków, warto odbyć ten wyjątkowo przyjemny spacer. A przynajmniej takie jest zdanie Szanty.

Szanta próbowała też dotrzeć do wsi Trywolne, położonej nieopodal, ale wchodząc na ścieżkę przyrodniczą, zdecydowała się zawrócić, gdy zobaczyła świeże ślady obecności niedźwiedzi (oczywiście nie bez długiej i zażartej dyskusji, że przecież niedźwiedzia trzeba wytropić i obszczekać), które podobno upodobały sobie ruiny dworu Krywe, obfitujące w owocowe drzewa i krzewy, pozostałości po dworskim ogrodzie. Trywolne planuje więc zwiedzić innym razem.

DSC_0095_m_lapa

To właśnie ta niedźwiedzia łapa, ale ta biała to Szantowa :)

Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe

Parsonka Zmiana bardzo pozytywnie została zaskoczona przez Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe (które absolutnie poleca jako obowiązkowy punkt wycieczki każdego psa i psiarza) zlokalizowane w Uhercach Mineralnych. Na pytanie czy cztery łapy z drezyny też mogą skorzystać, usłyszała (cytat dosłowny) „można a nawet trzeba”. Do wyboru są 4 trasy o różnych godzinach, długości i czasie trwania przejazdu. Do jednej drezyny mieszczą się 4 osoby (dwie pedałujące i dwie siedzące matrony) plus koszyk na plecaki/torby albo na psa (jak kto woli). Szanta uznała, że ona będzie tą matroną, a pedałować mają człowieki (niedoczekanie).

Pies może siedzieć, może leżeć w koszyku, jak tam właściciel woli. Drezyny Szanta absolutnie poleca, widoki piękne, a i odpoczynek zaplanowany został przy jedynym regionalnym browarze w Bieszczadach – Ursa Maior (po łacinie Wielka Niedźwiedzica).

Browar Ursa Maior

I to kolejne miejsce bardzo przyjazne psom na lekką i przyjemną wycieczkę. Zaskoczeniem okazała się możliwość zwiedzania z psem browaru i galerii połączonej z Domem Aukcyjnym i to bezpłatnie. Na miejscu można skosztować lokalnych piw (o ciekawych nazwach jak Wataha, Śnieg na Beniowej, Przemytnik czy Rejwach na Kazimierzu) a także kupić różne piwne paki na wynos (Szanta oczywiście też musiała się zaopatrzyć na czarną godzinę). Właściciel okazał się wielkim miłośnikiem psów i dlatego cztery łapy są tam tak samo mile widziane, jak dwie łapy :)

DSC_0170_na zamku

I mówisz, że tutaj był kiedyś piękny zamek? hę?

Może się przejść, i Szanta oczywiście była, do kilku „cudownych źródełek”, które według legend mają moc uzdrawiania. Jedno z nich Parsonka Zmiana odwiedziła w Balnicy i oczywiście także się z niego napiła (nie żeby była chora, była po prostu spragniona). Można iść także nad Jeziorka Duszatyńskie, chociaż z uwagi na większą obecność gadów w tym rejonie, tam Szanta wybiera się dopiero zimą, ale już sprawdziła, że może tam wejść i planuje zakończyć spacer na Chryszczatej (997m n.p.m.). Ciekawe, ale położone trochę dalej na północ są też ruiny Zamku Sobień z przepięknym widokiem na San.

Prawdę mówiąc można tak wymieniać bez końca, bo i w Bieszczadach każdy znajdzie coś dla siebie, znaczy każdy czterołapny i dwunożny też… :) A w następnym wpisie już o tym gdzie nasze ukochane futrzaki mogą się mocno wyspać i dobrze najeść.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Wakacje

 

Bieszczadzkie Mount Everest

01 wrz
DSC08249_m_Jasło_m

Na Jaśle (1153m n.p.m.)

Okazało się, że w 4 dni wędrówki po bieszczadzkich górach Parsonce Zmianie udało nam się zdobyć szczyty o łącznej wysokości ponad 8 tys. m n.p.m. To takie nasze Mount Everest na którym jednak nie poprzestajemy.

W pierwszy dzień pobytu Szanta wspięła się na szczyt Dwernik Kamień (Holica 1004m. n.p.m.) gdzie podziwiała przepiękne widoki na obie połoniny: Wetlińską i Caryńską. Okolice te dopisały też jeśli chodzi o grzyby, niektórzy piechurzy wracali z całymi siatkami tego dobrodziejstwa, które jak się okazywało zebrali przy okazji, bo nie taki był cel ich wspinaczki.

Następnego dnia była Chata Socjologa (896m. n.p.m) i Trohaniec (939m. n.p.m.), a potem to już prawdziwe wyzwanie. Szanta zdecydowała porwać się na 3 tysięczniki jednego dnia. Szlak żółty na Jasło (1153m. n.p.m.) to był prawdziwy test dla jej sprawności z przewyższeniami nawet 480m. w górę, wysiłki wynagradzały jej za to ogromne jagodowe pola krzaków, pełne tego rarytasu ciągle w tym sezonie. Następnie ruszyła na Okrąglik (1101m n.p.m.), gdzie doszła do granicy ze Słowacją i skąd roztaczały się zapierające dech w piersiach widoki na Słowackie Karpaty. Następnie próbowała dotrzeć na Fereczatę (1102m. n.p.m), ale zorientowawszy się, że już w jedną stronę zrobiła 6km pod górę, a czeka ją dokładnie taka sama droga powrotna, zatrzymała się przy szczycie „no name” na wysokości 1040m. n.p.m. i zawróciła.

DSC08268_m_Okrąglik_m

Trochę tu wysoko, ale jak się postaram to może chociaż nosem dotknę – Okrąglik 1101m. n.p.m.

Na tej trasie najpiękniejsze były widoki idąc z Przysłupi na Jasło oraz z Okrąglika. Jakkolwiek na szlaku spotykała trochę turystów, a nawet całe grupy z plecakami, to niestety żadnego innego psa. Jest to o tyle dziwne, ze Bieszczady okazały się jednym z najbardziej przyjaznych miejsc psom. Szanta nie miała żadnego problemu ze znalezieniem przyjaznego noclegu. Podczas szukania tego idealnego dla nas miejsca, natrafiała na oferty bardzo zróżnicowane cenowo i jakościowo, różne były też opłaty za pobyt psa, ale były i miejsca, gdzie pies przyjmowany był za darmo.

Absolutnie żadnych problemów nie ma też w tutejszych restauracjach. W wielu wystawiona jest nawet miska z wodą dla psa i nie trzeba o nią prosić (chociaż jak schodzimy z gór to i tak zawsze mamy i miskę i wodę ze sobą). Oczywiście nawet jeśli miejsce jest przyjazne psom, to nie każde polecamy, ale o tym innym razem.

DSC08275_prawie Fereczata_m

W drodze na Fereczatą – 1040m. n.p.m.

Ostatnia wycieczka Parsonki Zmiany (przed napisaniem postu, bo wcale nie ostatnia w Bieszczadach) to poznanie z wytyczonym w ubiegłym roku nowym szlakiem na Hyrlatą. Szlak naniesiony jest póki co tylko na mapę firmy Compass, ale zanim Szanta rozpoczęła wędrówki to odwiedziła Centrum Informacji Turystycznej w Cisnej, toteż jej wyprawa od początku opierała się na chyba najlepszej dostępnej mapie.

Hyrlata to wzniesienie, na które składa się łącznie 5 szczytów, z czego 4 powyżej tysiąca metrów n.p.m. o łącznej długości prawie 9km. Parsonka Zmiana zdecydowała się rozpocząć w Żubraczach i dalej iść poprzez szczyt poprzez Berdo (1041m. n.p.m), Zwornik (1083m n.p.m.) i zakończyć na Hyrlatej (Szymowa Hyrlata 1103m. n.p.m.), a następnie zawrócić i mieć jeszcze czas na dotarcie do Cudownego Źródełka w Balnicy.

DSC08279_m_w drodze na Hyrlatą_m

Masyw Hyrlatej – gdzieś na szlaku

Cała wycieczka zajęła ok 5 godzin, Szanta po tym jak ukradła mi rano przed wyjściem batonika energetycznego (ktoś wie coś na temat kradziejstwa batoników, a dokładnie sezamków nad ranem :)), przestała być zmęczona i miała zdecydowanie więcej werwy do hasania po połoninach niż ja (co zrozumiałe, w końcu to ona zjadła tego batonika, a nie ja). I co ciekawe, widać, że to pasmo nie jest jeszcze rozpoznane przez turystów, bo tego dnia nie natrafiła na ani jedną osobę, po drodze.

Tym samym tego dnia Parsonka Zmiana zdobyła Bieszczadzkie Mount Everest i zdecydowanie na tym nie poprzestała. To które szczyty zdobywamy dzisiaj? :)

Update – kolejny szczyt za nami, ale o tym już w innym wpisie.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Hodowla, Psy, Różne, Wakacje

 

W Bieszczady z psem? Tak, tak i oczywiście, że tak!

29 sie
DSC_0078_m

Zdobywamy Trohaniec – 939m. n.p.m.

Decyzja o tym, aby pojechać z psem w Bieszczady zajęła mi blisko 5 lat. Głównie z powodu niedoinformowania. Nawet na forach gdzie można pojechać z psem, czytałam że w Bieszczady nie warto bo nigdzie nie można wejść. To nigdzie oznacza, że nie można wejść na cały teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego, ale nieprawdą jest, że obejmuj on całe Bieszczady, jaka to tezę też niektórzy usiłowali przeforsować.

Owszem z psem nie wejdę na Połoninę Wetlińską, Caryńską czy na Tarnicę lub Smerek, ale to naprawdę nie są cała Bieszczady. Druga kwestia to czy naprawdę chcemy się pchać z naszym czworonogiem w kolejkę turystów z całej Polski, którzy przy tym zachowują się bardzo różnie? Ilekroć podążając na szlak dostępny dla psów mijałam wszystkie te zaparkowane gdzie się tylko da samochody, cieszyłam się, że miejsca, w które my idziemy są „niedocenione” przez te tabuny ludzi z colą i popcornem w ręku.

Szanta pobyt w Bieszczadach zaplanowała na tydzień, a już drugiego dnia wiedziała, że nie da rady zobaczyć tych wszystkich wspaniałych miejsc, gdzie jest mile widziana, bo możliwości jej łapek mają ograniczenie do jakiś 10-12 km dziennie. Ciekawych miejsc, które odkrywają przed nami nowi znajomi jak i stali mieszkańcy tych gór, jest z dnia na dzień coraz więcej i każdego ranka toczy się zacięta wewnętrzna walka nad wyborem miejsca, które danego dnia odwiedzimy. Zasada jest tylko jedna, nigdzie się nie śpieszymy, jesteśmy na wakacjach, delektujemy się każdą chwilą w tych magicznych górach (i jagodami, które tutaj ciągle jeszcze są dojrzałe na krzakach).

DSC_0041_m

Dwernik Kamień 1004m. n.p.m.

Punkty widokowe z miejsc, które odwiedzamy są równie zachwycające jak ze szczytu Połoniny Wetlińskiej czy Caryńskiej. Ze szczytu Dwernik Kamień, na który się wdrapałyśmy w sobotę 1004m. n.p.m.) dech zapiera widok na wspomniane połoniny. W Chacie Socjologa (896m. n.p.m.) przyjęto nas jak członka rodziny, poczęstowano kawą, herbatą i doskonałą intelektualna pogawędką. Potem ruszyłyśmy dalej na Trohaniec (939m. n.p.m.), nie spotykając po drodze ani jednej żywej człowieczej, a tym bardziej psiej, duszy.

Przy Chacie Socjologa muszę się zatrzymać na dłużej, bowiem jej gospodarz Lubosz – to czarujący człowiek o ogromnym sercu da psów (no i przybywających turystów). Jego wyczucie psiej psychiki i pro psie podejście możemy poznać już na 200m przed chatą gdzie znajduje się informacja, aby idąc z psem poinformować o tym fakcie gospodarza (numer telefonu znajduje się na tabliczce przed wejściem na teren chaty. Jeśli się nie możesz dodzwonić zostaw na chwilę psa z towaryszem lub bez i przejdź te 200 m, w chacie zawsze gospodarz jest i powiedz, że idziesz z psem). Po terenie bowiem biegają jego dwa własne psy, które gospodarz chowa na czas odwiedzin innego czworonoga, jeśli właściciel się zgadza, Lubosz wypuszcza swoje psy i jest możliwość zapoznania, jeśli zapoznanie przebiega pomyślnie – psy mogą sobie od tej pory już razem biegać.

DSC_0095_m

Idziesz z psem do Chaty Socjologa – zadzwoń.

Co więcej, wiele osób wie, że w Chacie Socjologa można nocować, dla osób które chcą poczuć klimat Bieszczad to wręcz obowiązkowy przystanek w ich wędrówce. Mało kto jednak wie, że można nocować z psem i są one bardziej niż „welcome”. Jedyny warunek – muszą zaprzyjaźnić się z psami gospodarza (albo przynajmniej traktować się wzajemnie bardzo obojętnie), bowiem nie ma opcji, aby psy gospodarza pozostały cały czas w zamknięciu, to jednak one są u siebie. Jeśli weźmie się pod uwagę, że nocowanie w Chacie Socjologa to jest idealnym rozwiązaniem dla osób z praktycznie zerowym budżetem, to warunek ten jest bardziej niż zrozumiały.

W Chacie może nie ma elektryczności, gorącej wody z prysznica, który podobnie jak sławojka znajduje się poza budynkiem, a jedzenie wszyscy przygotowują sobie wspólnie, ale na pewno jest niezapomniana atmosfera, wyczuwalna od pierwszego momentu kiedy staje się w tym miejscu. Dlatego wszyscy psiarze, którzy dotychczas z powodów podobnych do moich (jak nie mogę wejść do Bieszczadzkiego Parku Nardowego to dokąd z psem iść) czy też ekonomicznych, nie ruszyli się jeszcze w te strony, to ogłaszam, że jest to jedno z najbardziej przyjaznych psom miejsc, w którym w Polsce byłam.

DSC_0062_m

Przy Chacie Socjologa

O tym gdzie jeszcze weszłyśmy i jak wyglądają kwestie trochę bardziej komfortowych warunków noclegowych – Szanta opowie w kolejnych wpisach.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Wakacje, Zabawa

 

Grzeczny pies nad morzem – na Mierzei Wiślanej

01 sie

DSC08179_m

Z cyklu miejsca przyjazne psom … na wakacje :)

Obiecałyśmy polecać sprawdzone psiolubne miejscówki. Od kilku lat regularnie Parsonka Zmiana jeździ nad morze, a właściwie to od 6 lat, bo zaczynała jeszcze jako mały szczyl. Od 4 lat jeździmy już w to samo miejsce, które uznałyśmy za najbardziej przyjazne psom. Jest to Mierzeja Wiślana i w zasadzie jak dotąd nie spotkałyśmy się tam z miejscem, które przyjazne psom by nie było.

Jedzonko….

W samych Pisakach, gdzie stacjonujemy można z psem wejść do każdej knajpy. Zaczynałyśmy śniadaniem w Krabie (zaczynałyśmy właściwie od spaceru plażą, ale o tym później). Na Zmianę zawsze czekała tam miska z wodą oraz chętne ręce Pani Natalii i Oli do głaskania. Raz nawet zdezerterowała do kuchni, gdzie na szczęście nie zdążyła nic ukraść za to wzbudziła dużo śmiechu. Poza nami stołowali się tam także inni goście z psami, więc z całą pewnością mogę stwierdzić, że to nie zasługa wyłącznego uroku mojej Zmiany, a po prostu wszystkie psy są tam mile widziane.

DSC_0211

W „Krabie” – ja tak grzecznie czekam i proszę, daj chociaż talerz wylizać…

Równie przyjazne są restauracja „Four Winds”, gdzie koniecznie trzeba zjeść turbota w świeżych pomidorach. Zmiana tam akurat obeszła się smakiem, ale zawsze byłyśmy zarówno my jak i inni psiarze mile witani, niezależnie czy siadaliśmy na zewnątrz czy wewnątrz restauracji. Na pieski czeka tam także miska z wodą. Żadnego problemu nie ma też w „Smakach Morza”, ani w kawiarni „Na Piaskach”, serwującej dobre wina, desery i gofry. Ponieważ w samych Piaskach nie ma wiele więcej miejsc gdzie można coś zjeść, z cała pewnością Parsonka Zmiana może poświadczyć, że pod względem kulinarnym wszystkie miejsca są tam przyjazne psom.

DSC_0205

Four Winds – no dałabyś w końcu coś dobrego… (2016)

DSC_0206

Four Winds – a rybka dla mnie to gdzie? (2014)

Nie miałyśmy też problemów w Kątach Rybackich czy Krynicy Morskiej, można więc całą Mierzeję Wiślaną pod tym względem zaliczyć do „psiolubnych” miejsc.

Spacerki…

Co roku pozytywnym zaskoczeniem są także plaże. Jak np. na Półwyspie Helskim dla psiarzy istnieją plaże specjalnie wydzielone, tak w Piaskach mogłyśmy chodzić gdziekolwiek nam się podoba. Oczywiście starałyśmy się omijać plażę z wydzielonym i strzeżonym kąpieliskiem, ale nawet już będąc tam nigdy nie usłyszałyśmy jakiegokolwiek słowa niezadowolenia czy to ze strony ratowników WOPR czy samych plażowiczów. Natomiast takich spacerowiczów jak my było cała mnóstwo, praktycznie na każdym spacerze mijałyśmy innych psiarzy, i mało kto prowadził psa na smyczy, mogły więc nasze futrzaki do woli korzystać z uciech jakie daje pobyt na plaży i bezpośredni kontakt z morzem.

DSC08143_m

Cała plaża moja :)

Nie przeganiał nas też żaden patrol straży granicznej, oczywiście dopóki nikt nie próbował forsować szlabanów granicznych. Po lesie, wzdłuż linii granicznej czy nawet w pobliżu bliżej nieokreślonego ustrojstwa wojskowego, można było spokojnie spacerować z psem. Oczywiście, trzeba uważać na wszędzie pałętające się dziki, których więcej jest w centrum miejscowości niż w lesie, ale bardziej z uwagi na bezpieczeństwo psiaka, szczególnie jak ma się takiego myśliwego jakim jest parson rusell terier.

Spanko…

Liczba spotkanych przez nas psów, świadczy o tym, że z kwaterą, która przyjmuje gości z psami nie ma większego problemu. My co roku gościmy u Pani Lidii, do której 4 lata temu wykonałam pierwszy telefon  z pytaniem o pokój dla osoby z psem i od razu okazał się to strzał w 10. Teraz nawet nie myślę o tym, aby szukać sobie innej kwatery. Oczywiście, może nie każdy mieć takie szczęście jak ja i trafić za pierwszym telefonem, ale liczba przebywających w Piaskach na wakacjach psiarzy świadczy sama za siebie.

DSC08188

Na kwaterze cały fotel tylko dla mnie… (a jak Pańci nie ma to i łóżko też)

Sama miejscowość ma wady i zalety, bo mimo że liczba jadłodajni jest tam bardzo ograniczona, to fakt, że nie ma tam tłumów jak w Dębkach, Łebie czy choćby Krynicy Morskiej, jest dla mnie ważniejsze niż szerszy wybór gastronomii i stołowanie się co wieczór w innym miejscu. No i główna przewaga tego miejsca – dużo wolnej przestrzeni na plaży, gdzie nie trzeba toczyć porannych parawanowych bojów, a pies także popływać w Bałtyku.

Na koniec bardzo ważna informacja, każde miejsce przyjazne psom trzeba szanować. Już wiemy, albo edukujemy się w kwestii, że należy sprzątać po naszych pupilach w mieście czy parku. Jeśli jesteśmy w lesie, który prowadzi nas nad morze i ścieżka jest uczęszczana przez turystów, nie pozostawiajmy kupy na środku tej ścieżki. Ani psiej, dziecięcej też – widziałam matkę, która mając dosłownie 100 metrów do ToiToi sadzała dziecko robiące potrzebę tuż przy ścieżce. Idąc lasem, naprawdę nie chcemy ciągle uważać i omijać mniejsze lub większe śmierdzące miny. Zadbajmy więc aby w takich miejscach pozostawić po sobie dobre wrażenie dla naszego wspólnego dobra i komfortu.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Woda, Zabawa

 

Wakacje nad morzem – Piaski

14 lip

DSC08184_mOd której strony zabrać się za tego patyczka

Tyle się dzieje, że nie nadążamy z opowieściami. Nasze wakacje nad morzem niedawno się skończyły, były może niedługie, ale dokładnie takie jakie miały być. Teraz już planujemy sierpniowy tydzień w górach (tylko jeszcze nie wiemy których). Trzeba przyznać, że po przedwakacyjnych przeżyciach, Zmianie potrzebna była zmiana klimatu, a piaszczyste plaże i szum morza podziałały jak najlepsza terapia i rehabilitacja. Zmiana wróciła zrelaksowana, wypoczęta mimo fizycznego zmęczenia, a przede wszystkim bardzo szczęśliwa.

-DSC08126_mDSC08141_m

Polskie morze, a właściwie Mierzeję Wiślaną obie uwielbiamy, jeździmy w to samo miejsce od 4 lat, a i termin przełomu czerwca i lipca okazał się idealnie wybrany. Pogoda w miarę dopisała (dwudniowy sztorm dodatkowo urozmaicił nam urlop), za to plaże i ścieżki spacerowe zasadniczo puste, można było więc szaleć i się do woli wybiegać. Właściwie jak tylko Zmiana zobaczyła wyłaniające się pierwsze wydmy, to już leciała jak szalona i cała szczęśliwa, do morza.

Morze kojarzy jej się z najlepszymi wakacjami, kiedy to może spać w pościeli, najczęściej nawet na środku dużej poduszki. Kiedy dostaje więcej jeść, bo i więcej biega i spala tłuszczyk, a i ze stołu czasem coś spadnie. Bo może obszczekać dziki (a ja muszę mieć oczy w koło głowy, bo lochy z młodymi chodzą i zagrożone mogą zaatakować). I w końcu i przede wszystkim bo są codzienne długie spacery po plaży, połączone z kopaniem dołków, aportowaniem patyków i piłeczki, pływaniem z falami i pod fale, a to Parsonka Zmiana kocha najbardziej. Nie ma praktycznie badyla, którego by nie próbowała wyciągnąć z wody.

DSC08181_mJeden ze spacerów do granicy lasem i plażą powrót (lub na odwrót).

Weszłyśmy na najwyższe na Mierzei Wiślanej wzniesienie na wydmie, zwane Wielbłądzim Garbem, pomaszerowałyśmy do granicy z Rosją, o mało nas nie zastrzelono za próby zrobienia zdjęcia pod jakimś militarnym urządzeniem, po czym strażnik bacznie obserwował naszą drogę powrotną czy aby nie usiłujemy nielegalnie przekroczyć granicy (jakby komuś się chciało przez te rosyjskie chaszcze przedzierać, po naszej stronie przynajmniej wydeptane i jednak bezpieczniej :)), rozsmakowałyśmy się w pysznych rybkach (no dobra, Zmiana oblizała się raczej smakiem), a w najbardziej sztormowy dzień pojechałyśmy zwiedzać Frombork. Wprawdzie Parsonki Zmiany do Planetarium nie wpuszczono, ale gdzie się dało tam weszłyśmy.

DSC08166_mKazali powiedzieć „cheese” i wyszłam jak idiotka, następnym razem po prostu się uśmiechnę :)

Wakacje nad morzem to jednak przede wszystkim relaks, długie spacery plażą, leniwe popołudnia z mniej lub bardziej wyskokowym napojem w ręku, przyjemne ciepłe wieczory i piękne zachody słońca.

DSC08145_mJakie wakacje potrafią być wyczerpujące…

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii Psy, Różne, Woda, Zabawa, Zwierzęta

 
 

  • RSS
  • Facebook